Samochody elektryczne – czy czeka nas rewolucja?

W ostatnim czasie niektórzy producenci przeżywają paranoję na punkcie samochodów elektrycznych i hybrydowych. Uważają je za żyłę złota, tymczasem wielu pasjonatów motoryzacji twardo deklaruje, że nie zamieni swojego spalinowego samochodu na żaden inny. Czy czeka nas rewolucja w motoryzacji? Czy samochody elektryczne zagoszczą w życiu szarego człowieka?

Dwie twarze ekologii

Z punktu widzenia ekologii zamiana samochodów spalinowych na elektryczne ma sens. Teoretycznie powietrze powinno stać się czystsze, ulice bardziej ciche. Ale co z emitowaniem szkodliwych substancji do środowiska podczas produkcji i utylizacji baterii? Co z żywotnością samochodu elektrycznego? Wyprodukowanie jednej baterii emituje więcej szkodliwych substancji niż samochód spalinowy przez 10 lat, nie mówiąc już o efektach jej utylizacji. Według danych producentów, baterie mają wytrzymywać 8 lat. Jak jest w praktyce, pokaże tylko czas. Jak na razie wiadomo, że wymiana baterii kosztuje niemal tyle co nowy samochód, a więc opłacalność jest znikoma. Powstają wówczas dwa odpady – bateria, oraz reszta samochodu.

Wydaje się, że ekologia to ładniejsze imię żądzy pieniędzy. Wiele miast w Niemczech wprowadza zakaz wjazdu dla starych Diesli. Tak jak można było się spodziewać, efekt obniżenia smogu w tychże miastach jest żaden.

Przeciętny Kowalski vs Tesla

Teraz przyjrzyjmy się życiu zwykłego, szarego człowieka – nie milionera, którego stać na drogie zabawki i wystawne życie. Czy zamiana starego dobrego Opla w gazie na Teslę jest w ogóle możliwa? Załóżmy, że zostaje wprowadzony w życie zakaz poruszania się samochodami spalinowymi.
Jak wygląda tankowanie samochodu spalinowego? Podjeżdżamy na stację benzynową, często stoimy najpierw w kolejce do dystrybutora. Cały proces łącznie z kupieniem kawy i hot-doga trwa jakieś 5 minut. Jedziemy dalej.
Jak wyglądałoby ładowanie do przynajmniej 80% Tesli? Trwa to jakieś 40 minut ale tylko superładowarką.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: auto parkowane pod chmurką, jak setki innych na osiedlu. Czy dzień przed pracą ludzie podciągną kilkudziesięciometrowy kabel z mieszkania by naładować autko? A może dopchają go na najbliższą stację szybkiego ładowania oddaloną o 100 km, by stanąć w kolejce na kilka godzin, bo przecież stanowisk nie starczy dla wszystkich?

I właśnie dlatego utopia producentów i rządzących nigdy się nie spełni. Zabija ją proza życia. Nie dość, że samochody elektryczne są okropnie drogie, to jeszcze ich użytkowanie przez większość społeczeństwa byłoby zbyt kłopotliwe. Tak więc przez najbliższe dziesięciolecia (jak nie stulecia) nie musimy obawiać się, że każą nam zezłomować naszego spaliniaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *